środa, 4 czerwca 2014

Wszystkiego najlepszego!

Wiecie kto dzisiaj obchodzi swoje urodziny? Nie wiecie? To ja wam powiem. Draco Malfoy! Nasz ukochany Dracuś. Wszystkiego najlepszego! Zdrowia, szczęścia i takich tam bzdet, a co najważniejsze żebyś w końcu dostrzegł pozytywne cechy w Catherinie! 


poniedziałek, 26 maja 2014

Miniaturka - Wspólne życie cz. 1


    Główna bohaterka: Hope Moore                                      

 


   Na pustym korytarzu słychać było echo obcasów odbijających się od posadzki. Była noc przez co ściany pełne śpiących obrazów wyglądały przerażająca. Jeden z nich niespodziewanie obudził się i spojrzał mściwie na dziewczynę. Jednak ona się tym nie przejęła i szła dalej ciągnąc za sobą walizkę. W końcu głosy ucichł. Stanęła przed drzwiami.
   Niespodziewanie ktoś zapukał do gabinetu McGonagall. Kobieta oderwała swoje oczy od papierów leżących na jej biurku i spojrzała na drzwi. Do pomieszczenia weszła niewielka czerwonowłosa dziewczyna. Była ona ubrana w delikatną miętową bluzeczkę i pastelową rozkloszowaną spódniczkę. Jej włosy były związane w chaotycznego koka. Gdzie nie gdzie spod niego wypadały pasma włosów. Wyglądała na uroczą osobę, ale pozory mylą. Patrzyła na profesor lekko skrępowanym i przerażonym wzrokiem.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale spóźniłam się na pociąg i dopiero teraz dojechałam. - powiedziała cicho.
   McGonagall spojrzała na nią zdziwiona. Jednak odpuściła wypytywanie jej o jakiekolwiek szczegóły. Widać było, że jest zmęczona.
- No dobrze. Jak się nazywasz?
- Hope. Hope Moore.
   Czerwonowłosa nadal wystraszona usiadła na krzesło, które wskazała jej profesor.
- Panno Moore. Spóźniła się pani także na Tiarę Przydziału przez co musisz przyjść jutro przed zajęciami do gabinetu dyrektora. Tam zostaniesz wybrana do odpowiedniego domu. - powiedziała. - Poza tym jest jeszze jedna sprawa. W ostatnim czasie relacje między domami znacznie się pogorszyły. Dyrekcja postanowiła stworzyć dormitoria dwu, trzy i czteroosobowe. w których będą mieszkać uczniowie z różnych domów. Ma to pomóc w ich integracji. Niestety nie wiem z kim będziesz mieszkać. Pokoje same wybierają sobie domowników. Proszę. Wyciągnij rękę.
   Profesor podała jej pudełko pełne malutkich karteczek. Jedna z nich wleciała jej do ręki. Hope spojrzała zaskoczona na McGonagall na co ta uśmiechnęła się do niej uspokajająco.
   Hope stała teraz niepewnie na trzecim piętrze przy portrecie, który prowadził do jej dormitorium. Czuła, że stres zjada ją od wewnątrz. Bała się wejść do środka bo była noc, a nie chciała obudzić uczniów. Rozejrzała się jeszcze raz po korytarzu i w końcu szepnęła obrazowi przedstawiającego rycerza hasło.
- Słodkie figle.
- W końcu. Już myślałem, że nie wejdziesz. Miłej nocy. - powiedział po czym otworzył przejście.
   Po chwili Hope znalazła się w przestronnym salonie. Jednak nie mogła zbyt wiele o nim powiedzieć gdyż było bardzo ciemno. Po macku szukała swojej różdżki w walizce kiedy nagle potknęła się o coś. Straciła równowagę, ale dzięki wymachiwaniu we wszystkie strony rękami nie wywaliła się. Jednak stało się coś gorszego. Ze stolika o którego się potknęła spadł wazon roztrzaskując się na ziemi robiąc przy tym niemały hałas. Drewniane drzwi otworzył się gwałtownie ukazując młodego chłopaka. Choć Hope próbowała nie mogła oderwać od niego wzroku. Wyglądał jak ideał mężczyzny. Miał on krótkie blond wręcz białe włosy, które układały się na nim w nieładzie i stalowe tęczówki hipnotyzujące ją. Kiedy dostrzegła, że ma on na sobie tylko szare dresowe spodnie zarumieniła się jednak przez panującą w pomieszczeniu ciemność nie dostrzegł tego.
- Co ty tutaj robisz? Nie wiesz, że to prywatne dormitorium idiotko? - powiedział przerywając ciszę.
   Wtedy właśnie skojarzyła ten głos. Cyniczny, ironiczny i chłodny głos. Poczuła się głupio, że przed chwilą miała chwilę słabości do tego dupka.
- Mi też cię miło widzieć Malfoy. Tęskniłeś?
- Moore?!

_________________________________________________________________________________

HELLO!

Znowu wróciłam, ale niestety bez rozdziału. Klapa co? Chciała dodać rozdział, ale go nie napisałam. Tak wiem jestem okrutna i wgl, ale postanowiłam dodać chociaż miniaturkę której i tak nie
skończyła. Nigdy nie potrafię niczego dokończyć więc możliwe, że i tego nie skończę. Módlcie się żebym chociaż to skończyła. Jak będą wakacje obiecuję, że zacznę pisać. Na razie mam kupę roboty w szkole. No zostało około 30 dni do wakacji! Kto się cieszy? Na pewno ja. To tak na razie tyle. To do zobaczenia.
Audrey



niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 5 - Dlaczego on? cz.1

   Kate obudziła się czując na swojej twarzy wschodzące słońce, które przedzierało się przez zasłonięte zasłony okna. Uśmiechnęła się mimowolnie na myśl o dzisiejszym dniu.
- W końcu upragniona sobota. - pomyślała.
   Przeciągając i ziewając wstała z łóżka. Ubrała się szybko i ruszyła na śniadanie. Dudnienie jej kroków było słychać na całym korytarzu. W pobliżu nie było ani jednej żywej duszy. Mimowolnie wzdrygnęła się myśląc co by było gdyby ktoś ją zaatakował. Nagle usłyszała w oddali kroki. Pod wpływem impulsu schowała się za najbliższym posągiem. Kiedy kroki stały się coraz głośniejsze wychyliła lekko głowę i dostrzegła blond czuprynę.
- Malfoy.. - pomyślała.
   Podbiegła do niego i zrównała się z nim krokiem. Draco spojrzał na nią zaskoczony jednak potem ukrył się pod swoją maską obojętności.
- Czego chcesz Johnson? - warknął nawet na nią nie patrząc.
- Mnie też miło mi cię widzieć, Malfoy. - uśmiechnęła się ironicznie - Nie mógłbyś być choć raz dla mnie miły?
   Spojrzał na nią zaskoczony jednak odezwał się głosem pozbawionym barwy.
- To, że jeszcze cię nie zacząłem wyzywać to już jest coś, a ty jeszcze chcesz żebym był dla ciebie "miły"? Idź do Świętego Munga. Może tam wyleczą twoją głupotę. - powiedział do niej jadowitym tonem i przyśpieszył kroku.
- Wiesz co? Szczerze z całego serca cię nienawidzę! Słyszysz?! Jesteś aroganckim, bezczelnym, wrednym... - krzyknęła za nim.
   Jednak nie zdążyła dokończyć swojego monologu gdyż Draco złapał ją za gardło i przytwierdził do ściany na dojąc jej jakiejkolwiek drogi ucieczki.
- Nigdy mnie tak nie nazywaj głupi mieszańcu. - powiedział do niej dokładnie akcentując każde słowo.
   Draco był tak blisko, że Kate czuła jego zimny oddech na swoje skórze. Wzdrygnęła się lekko. Ślizgon widząc to przysunął się do niej jeszcze bardziej i wyszeptał jej do ucha:
- Za wiele sobie nie pozwalasz.
   Ścisnął mocniej jej gardło aż Catherine powoli zamazywał się obraz od nadmiaru łez. Kiedy pomyślała, że straci przytomność Draco puścił ją przez co upadła na posadzkę. Zaczęła łapczywie nabierać powietrza w płuca czując się zażenowana, że tak łatwo poddała się bez walki. Malfoy był tak jakby jej słabym punktem. Słabym punktem, który musi zniszczyć. Nigdy z nikim nie miała najmniejszych problemów. We Francji nawet zdarzało jej się szantażować kilkoro młodszych uczniów z czego nie jest teraz dumna. Wstała otrzepując się z niewidzialnego kurzu i ruszyła słabym krokiem do Wielkiej Sali.
   Usiadła obok Rona i Hermiony. Jednak nie potrafiła z nimi rozmawiać gdyż jej myśli ciągle zaprzątał pewien Ślizgon. Jak on może być dla niej taki wredny? Co ona dla niego takiego zrobiła? Niestety jej przemyślenia przerwał głos Rona.
- Khate zoa toyboł. - powiedział z pełnymi ustami.
   Hermiona na te zachowanie tylko wywróciła oczami. Z wypowiedzi Rona kompletnie nic nie zrozumiała jednak z pomocą przyszedł jej Harry.
- Odwróć się. Ten mały chyba coś od ciebie chce.
   Odwróciła się. Mały chłopiec najprawdopodobniej pierwszoroczny wcisnął jej do ręki kartkę i uciekł ile sił w nogach. Kate nie zwróciła jednak uwagi na niego tylko ze złością wpatrywała się w treść zawartą na pergaminie.
                           
                                      Twoja kara rozpocznie się dzisiaj, o jedenastej wieczorem. 
                                      Proszę czekać przy chatce gajowego na Hagrida.
                                                                                                    Profesor M. McGonagall

   Kate zupełnie zapomniała o swoim areszcie. Kiedy rano się obudziła myślała, że to tylko sen. Jednak pomyliła się. Wiedziała, że zasługuję na karę. Codziennie spóźniała się na pierwszą lekcje, ale za jakie grzechy ma mieć tą karę z Malfoyem?
- Życie jest niesprawiedliwe. 

_________________________________________________________________

Taaaaaddaaaa! :c

O em dżi. Przepraszam was za takie straszne coś :c No bo ja mam pomysł na tego bloga tylko nie do końca mi to wychodzi. Już dawno powinnam dodać ten rozdział, ale stanęłam w miejscu i dalej nie wiem co napisać. Nie chcę być okrutna i dodaję chociaż część tego rozdziału. Jak widać tak średnio mi wyszedł, ale mam wielkie ambicje. Niestety jedną moją wadą jest, że nie potrafię pisać
scenek miłosnych. Nigdy nich nie pisałam. Muszę wziąć się w garść i spróbować bo jeszcze nikt nie będzie chciał tego czytać. Dopiero wtedy to będzie klapa. Chciałabym mieć więcej czasu na tego bloga, ale nauczyciele tak cisnął, a ja mam  mega złe oceny. Teraz biorę się do nauki i przez to ucierpiał mój blog. A tak jeszcze poza tym dziękuję wszystkim moim czytelniczkom, których mam mało, ale i tak wchodzą żeby czytać moje wypociny. Obiecuję, że będę częściej wstawiać posty. Właśnie teraz pracuję nad taką jedną miniaturką. Kiedy ją skończę na pewno wstawię ją. Mam jeszcze jedną prośbę do was. Jeśli ktoś to czyta niech wstawi chociaż jakiś krótki komentarz. To mnie bardzo motywuje to dalszego pisania. 

Tak mnie jeszcze zastanawia co sądzicie o Catherine? Nie jest ona za mocno idealna albo buntownicza? Bo ostatnio zauważyłam, że moje postacie w opowiadaniach nie mają wad, a tacy bohaterowie to można by powiedzieć, że to wcale nie są bohaterowie. Waszym zdaniem jakie wady powinna mieć Kate? (Wiem. Te pytanie brzmi dziwnie xd) Wasze zdanie na pewno mocno mi pomoże.

                          Rozdział postaram się skończyć jak najszybciej. Obiecuję.


                                                                                                                                 Wasza,
Audrey :*
Ps. Bardzo proszę skomentujcie moją pracę.